czwartek, 25 kwietnia 2013

SPROSTOWANIE

Tu i ówdzie pojawia się teza, iż ja na swoim Blogu twierdzę, iż "Każdy (bez względu na wykształcenie i doświadczenie) powinien mieć prawo zostać Adwokatem/Notariuszem/Architektem/Rzecznikiem Patentowym itd. itp." 

Nic bardziej mylnego. Nigdzie tak nie napisałem.

Wynika to z oczywistej (przynajmniej dla mnie) przesłanki, iż na procesy gospodarcze (w tym "deregulację") należy patrzeć zawsze od strony Klientów (jak chcą liberałowie), a nie od strony Usługodawców (jak chcą wszelkiej maści socjaliści). 

Dlatego nie interesuje mnie zupełnie kto i z jakim wykształceniem może zostać Adwokatem/Notariuszem/Architektem/Rzecznikiem Patentowym itd. itp. Jak dla mnie - obecne wymogi zawarte w ustawach korporacyjnych mogą pozostać niezmienione (bo jest to bez większego znaczenia).

W moich poglądach chodzi o coś zupełnie innego: o wolność.
O Moją (tj. Klienta) wolność i moje prawo wyboru prywatnego usługodawcy (za własne pieniądze i na własną odpowiedzialność) takiego jaki mi odpowiada i jakiemu ufam.
Np.
Wolne prawo powierzenia prowadzenia mojej prywatnej sprawy sądowej choćby studentowi prawa.
Wolne prawo powierzenia przygotowania projektu umowy mojej prywatnej spółki choćby absolwentowi studiów prawniczych.
Wolne prawo powierzenia przygotowania projektu mojego prywatnego domu choćby artyście rzeźbiarzowi.
Wolne prawo powierzenia sprawy zgłoszenia rejestracji mojego prywatnego logo do Urzędu Patentowego choćby nawet przysłowiowemu "Panu Heniowi".

Bulwersujące ???
A co kogo obchodzi komu ja zlecam moje prywatne sprawy? 
Ja się w niczyje prywatne sprawy nie zamierzam wtrącać i ingerować w czyjeś wolne prawo do powierzenia jego spraw zawsze Adwokatowi, Architektowi, Notariuszowi, Rzecznikowi Patentowemu itd. Dlaczego wiec inni usilnie chcą mnie "uszczęśliwić" odbierając mi wolność wyboru nie-Adwokata, nie-Notariusza, nie-Architekta, nie-Rzecznika Patentowego itd. itp. ???  


Chodzi mi o najprostszą z możliwych zasad: KTO PŁACI ZA USŁUGĘ, TEN MA PRAWO WOLNEGO WYBORU USŁUGODAWCY (bez żadnej ingerencji w tę wolność ze strony jedynie słusznych korporacji zawodowych, które dbają o dobrobyt swoich członków). 


ps. co oczywiste, tymi "zbulwersowanymi" moim prawem wolnego wyboru są najczęściej... właśnie Ci których "omija" moja kasa, którą płacę za usługę nie im, tylko innym usługodawcom, których sobie wybrałem "za ich plecami". 

UŚCIŚLAJĄC:
Nie chodzi mi o to aby każdy mógł się tytułować adwokatem, czy architektem. 
Chodzi mi wyłącznie o wolny wybór usługodawcy (zarówno utytułowanego jak i nie-utytułowanego), a nie wolność w podszywaniu się pod tytuły lub kompetencje.
A rzetelności przekazy kierowanego do klientów chroni już dziś UOKiK, które wymierza wielomilionowe kary za nierzetelne informacje rynkowe, które mogą wprowadzić konsumentów w błąd.
Tak to działa w Polsce na wszystkich rynkach (poza 368 polskich "wyjątkowych" rynków regulowanych), tak to działa na świecie także na rynkach usług prawniczych czy architektonicznych.


środa, 24 kwietnia 2013

Kto komu powinien "zwrócić kasę" ?

Pod moim przedwczorajszym wpisem "Anonimowy" komentator umieścił następujący komentarz:
"Panie Gowin oddaj kasę!
Zdecydowanie polecam pośrednikom i zarządcom z licencjami o zorganizowanie się i wystąpienie z pozwem zbiorowym o zwrot kosztów studiów podyplomowych, praktyk zawodowych, opłat urzędowych, kosztów corocznych szkoleń oraz poświęconych 2 lat na zdobycie tego zawodu. To na pewno. Zastanowiłbym się również nad utraconymi korzyściami. Jeśli chociaż 1000 osób by się zebrało po 100zł można wynająć kancelarię prawną w Warszawie i ruszyć z tematem nawet jeśli ma to trwać 5 lat w sądach. Osobiście liczę na dużo większą grupę ludzi zainteresowany, a kancelarie prawne powinny się już teraz zainteresować tematem dane kontaktowe do zainteresowanych są w publicznych rejestrach."

Dziękuję za ten wpis.
Po pierwsze pokazuje on dobitnie jaki stosunek mają korporanci do: studiów, szkoleń, praktyk zawodowych,  podnoszenia kwalifikacji itd. Robią to wyłącznie dla "ministra" lub innego urzędnika przyznającego licencję albo decydującego o wpisie na listę korporacyjną !
Nie inwestują w wiedzę dla siebie i dla swoich klientów, ale dla urzędniczego papierka !!!
Szkoda słów...
Nie mniej - dziękuję za szczerość.

Co mamy dalej... żądanie zwrotu "utraconych korzyści"... Po prostu "śmiech na sali".
Zlikwidowany "haracz korporacyjny" to nie są utracone korzyści !!!
Widać niektórzy nie potrafią zrozumieć, że po odbyciu jakiegoś szkolenia, czy zdaniu jakiegoś egzaminu - nadal nic się nim nie "należy", a na swój zarobek muszą zapracować ciężką pracą każdego dnia (jak we wszystkich pozostałych - wolnorynkowych - zawodach).
Już widzę oczami wyobraźni jak o "utracone korzyści" pozywają Skarb Państwa Ci wszyscy absolwenci Zarządzania i Marketingu sprzed 10 lat którzy nie są Prezesami Zarządów, gdy tymczasem prezesami zarządów są (dla 20 największych spółek notowanych na giełdzie - WIG20) osoby posiadające następujące "pierwotne" wykształcenie:
Asseco - Cybernetyk,
Bank Handlowy - absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki,
Bank Pekao - Handlowiec,
Boryszew - Ekonomista,
BRE Bank - Prawnik,
GTC - Inżynier Sanitarny,
Lotos - Technolog Odlewnictwa,
JSW - Inżynier Mechaniki Maszyn,
KERNEL - Agronom,
KGHM - Geolog,
Bogdanka - Inżynier Górnik,
PKN Orlen - Ekonomista,
PKO BP - Inżynier Informatyki i Zarządzania,
PGE - Inżynier po AGH w Krakowie, 
PGNiG - Pianistka,
PZU - Ekonomista,
Synthos - Adwokat,
Tauron - Inżynier Elektryk,
TP S.A. - Inżynier Elektryk,
TVN - brak informacji o wykształceniu.
...ani jednego absolwenta "Marketingu i Zarządzania", które to studia niegdyś rzekomo miały przygotowywać Prezesów Zarządów.
I co z tego wynika ??? Kompletnie nic.
Akcjonariusze i Rady Nadzorcze dokonały WOLNEGO wyboru Prezesów "od Cybernetyka po Elektryka" i jedyne co, pozostaje to życzyć im wysokich zysków spółek i dywidend  dla akcjonariuszy.

Szanowni Korporanci... 
Kończą się czasy kiedy cokolwiek się wam "należy" bo: ukończyliście aplikację zawodową, zdaliście egzamin, jesteście członkami jedynie słusznej korporacji zawodowej czy w pocie czoła zdobywacie "punkty edukacyjne". Cieszcie się, jeśli nie zostaniecie pozwani przez waszych Klientów za długie lata bezpodstawnie uzyskiwanych korzyści w postaci "haraczu korporacyjnego" !!! 



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Regulacja" & "Deregulacja" zawodu "Polityka"

(Ten wpis jest rozwinięciem komentarzy "Anonimowego, 20.04.2013, 4:31" oraz "PseudoDeregulatora" do mojego poprzedniego wpisu.)

Jak najlepiej pokazać politykom znaczenie dokonanej przez nich pseudo-deregulacji... 
Może trzeba zgłosić projekt "Regulacji" a później (pseudo) "Wielkiej Deregulacji" zawodu Polityka !!!

Obecnie mamy sytuację w której piątkowe wiadomości brzmiały:
Premier Rządu (Historyk), zdymisjonował, odpowiedzialnego za nadzór nad setkami miliardów złotych państwowego majątku, Ministra Skarbu (Archeologa Śródziemnomorskiego) i powołał na jego miejsce, dotychczasowego Wiceministra Administracji (Chemika). Jako główny powód dymisji wskazano brak należytego nadzoru nad poczynaniami Zarządu jednej z największych spółek w Europie Środkowo-Wschodniej - PGNiG S.A. - w której Skarb Państwa posiada ok. 75% akcji (zarządzanej przez panią prezes Pianistkę).

Aby zapobiec tego typu sytuacjom, dokonajmy "Regulacji" zawodu "Polityka".
Niech "Politykiem" może być wyłącznie osoba:
- po studiach magisterskich ekonomicznych lub prawniczych,
- po dwuletnich studiach podyplomowych z logiki,
- z 3 lat praktyki na stanowisku w urzędzie,
- z 3 lat praktyki w prywatnej firmie,
- ze znajomością dwóch języków obcych,
- "dająca rękojmię należytego wykonywania zawodu" (??? -cokolwiek to znaczy).
Ten ostatni warunek niech stale nadzoruje Marszałek Sejmu, mając władzę dożywotnio pozbawić "licencji" każdego "niepokornego" polityka, pod pretekstem "braku rękojmi należytego wykonywania zawodu" (???).

Później zróbmy "Wielką Deregulację". Zapowiadaną w trzech expose premiera (w czasie 2 kadencji). 
Po ponad roku prac z udziałem 500 "instytucji", po szerokich komentarzach w mediach, zmieńmy wymogi dla polityków, poprzez...
- skrócenie wymogu czasu trwania studiów podyplomowych z dwóch lat do jednego roku.
...I TYLE (tylko tyle - pozostałe wymogi bez zmian !).
Oto cała "Wielka Deregulacja".

Już widzę te głosy oburzenia polityków...
Skoro ok. 300.000 wolnych i dorosłych obywateli, posiadających pełnie praw wyborczych, głosuje na "Historyka" i chce go jako premiera (już 2. kadencję) to dlaczego tym wyborcom ma zastać odebrana wolność takiego właśnie głosu w wyborach ???
Odpowiedź niech będzie taka sama jak w przypadku "regulacji zawodowych":
Polityk to wyjątkowe i bardzo odpowiedzialne zajęcie, którego nie może wykonywać byle historyk, albo inny archeolog śródziemnomorski.

Może rozumiejąc absurd odbierania wolności wyborcom (wolnym i dorosłym obywatelom), głosowania również na "historyków" (a nie tylko ekonomistów lub prawników ze studiami podyplomowymi, stażem, językami itd. ), zrozumieją oni absurd odbierania klientom wolności wyboru nie-korproacyjnego, prywatnego usługodawcy (np. wyboru do poprowadzenia własnej, prywatnej, sprawy sądowej, za własne pieniądze i na własne ryzyko: zarówno Adwokata jak i nie-Adwokata). 

sobota, 20 kwietnia 2013

I transza "pseudo-deregulacji' uchwalona

Jedynie dla ścisłości odnotowuję, iż została uchwalona tzw. "1 ustawa deregulacyjna" (na razie przez sejm, a jest jeszcze sent i prezydent).

Nie ma większego sensu rozwodzić się nad tą ustawą, gdyż jest to "pseudo-deregulacja", a nie tak wyczekiwana przez klientów rzeczywista deregulacja, która ma szansę coś mienić !
Brakuje w niej najważniejszego!!! Spojrzenia na tę sferę gospodarki od strony klientów (w duchu wolnorynkowym). Co oczywiste dla choćby pobieżnie rozróżnia socjalizm od liberalizmu - Gowin i spółka spojrzeli na tę sferę gospodarki, w duchu socjalistycznym, tj. od strony usługodawców (z nimi konsultując planowane zmiany). Nikt z nich nie zastanowił się choćby przez chwile, czy Klienci chcą mieć wolny wybór usługodawcy (zarówno korporacyjnego jak i nie-korporacyjnego), czy jednak chcą się tej wolności zrzec poddając się ubezwłasnowolnieniu korporacji zawodowych, które mają ambicje narzucać nam, z czyich usług możemy korzystać, a z czyich nie możemy korzystać (pobierając za te "ubezwłasnowolnienie" bardzo wysoki "haracz korporacyjny").

Nie wiedzieć czemu Gowin i spółka wpadli w "manię" korygowania zasad dostępu do poszczególnych zawodów, przyjmując za "pewnik", iż regulacje zawodowe muszą istnieć. Pewne wskazówki w tym zakresie są - jak na przykład (nie pracujący już w Ministerstwie) Dyrektor Departamentu Strategii i Deregulacji w Ministerstwie Sprawiedliwości, współautor pierwszej ustawy deregulacyjnej, który był jednocześnie... felietonistą "Radcy Prawnego" (wewnętrznego pisma korporacji radców prawnych). 

Zamiast zastanowić się, jaki sens mają poszczególne regulacje, przyjęto prosty schemat myślenia:
WYŻSZE WYMAGANIA -> NIŻSZE (LUB ZMODYFIKOWANE) WYMAGANIA.

Np.:
Zamiast zastanowić się, po co są ustanowione wymagania dla pracowników bibliotek, zmodyfikowano te wymagania:
WYKSZTAŁCENIE + DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE  ->  WYKSZTAŁCENIE (SAMO)
Nikt nawet nie zastanowił się nad tym, że np. dla pracowników Państwowej Agencji Atomistyki albo członków Rady ds. Bezpieczeństwa Jądrowego - nie ma żadnych wymagań ustawowych !!! 
Tymczasem dla pracowników bibliotek wymagania są... i nadal będą (tylko nieco zmodyfikowane przez Gowina).

A już szczególnie komicznie brzmi "sztandarowa" część "1. ustawy deregulacyjnej" tj. (rzekoma) deregulacja usług notarialnych poprzez zniesienie asesury notarialnej.
Dotychczasowi asesorzy notarialni byli uprawnieniu do sporządzania Aktów Notarialnych. Przyznanie im wszystkim tytułów Notariuszy - nie zmienia liczby osób uprawnionych do sporządzania Aktów Notarialnych ani o jotę! Jedynie co się zmienia to "kieszeń" do której będzie kierowana Taxa Notarialna. Dotychczas była to "kieszeń" patrona, a po uchwaleniu tej ustawy będzie to "kieszeń" dotychczasowego asesora notarialnego. Tylko tyle. Oto cała "deregulacja usług notarialnych" i jej znaczenie dla nas - klientów.   

Ze swojej strony, zachęcam do śledzenia Unijnej Bazy Danych Zawodów Regulowanych (z której pochodzą podawane co jakiś czas liczby zawodów regulowanych w poszczególnych krajach):
Obecnie z wynikiem 368 zawodów regulowanych w Polsce jesteśmy jednym z "niechlubnych" liderów.
Jak się to zmieni po 1 turze "deregulacji min. Gowina"...  praktycznie wcale !!!
Liczba zawodów regulowanych pozostanie niemal nie zmieniona (bo po deregulacji zmienią się jedynie "kosmetycznie" zasady dostępu do niektórych zawodów - i tyle !!!).
Na osiągniecie celu min. Gowina (czyli minimum 13 miejsca w rankingu regulacji zawodowych w UE, a więc w pierwszej połowie ogólnej liczny krajów unijnych - o czym pisałem tu: http://deregulacja.blogspot.com/2013/01/prace-nad-deregulacja-gowina.html) nie ma żadnych szans, nie mówiąc już o doganianiu liderów (np. krajów nadbałtyckich z ok. 50 zawodami regulowanymi).

Bez zmiany filozofii "deregulacji" i rozpoczęcia całego projektu od nowa (ze spojrzeniem na gospodarkę od strony klientów, a nie usługodawców) na zmianę pozycji w rankingu Unijnym nie ma szans, co  - mam nadzieję - zostanie wytknięte Gowinowi przed wyborami.

ps. o innych skutkach "pseudo-deregulacji" wg. Gowina pisałem wielokrotnie, np. tu: http://deregulacja.blogspot.com/2013/02/jakie-beda-skutki-planowanej.html


czwartek, 18 kwietnia 2013

Poseł D. Joński (SLD) ryzykuje życiem i zdrowiem własnej rodziny !!! (LINK)

Polecam trafny i dosadny wpis M.Z. z Akcji Wolne Przewodnictwo:

Szczególnie polecam ten link:
"anty-deregulatorom" z SLD, od Palikota czy PSL, oraz
"pseudo-deregulatorom" (który chcą pozostawić nadal regulacje korporacyjne na swoim miejscu, nieznacznie je modyfikując) z PO czy PiS,
który również mogą zostać przyłapani przez "Fakt" na korzystaniu z wolnorynkowych usługodawców !!!

Od siebie dodam tylko, że kilka dni temu widziałem w telewizji, jak poseł Joński (czołowy anty-deregulator w szeregach SLD po wyrzuceniu mec. Kalisza), przekonywał (czytuje z pamięci!), iż: "deregulacja zawodu Adwokata, Notariusza czy Przewodnika to zagrożenie dla zdrowia i życia klientów" :-)
PLUS:
Poseł Joński wreszcie doczytał Konstytucję RP (szczególnie art. 31 ust. 3) i już nie plecie bzdur o "zagrożeniu dla finansów i majątku" jako przesłance istnienia regulacji korporacyjnych - która to przesłanka jest po prostu sprzeczna z Konstytucją RP.
MINUS:
Powoływanie się akurat na przesłankę "zagrożenia życia i zdrowia" w świetle deregulacji usług Adwokackich czy Notarialnych, delikatnie mówiąc... wywołuje uśmiech politowania. Ale rozumiem, że z 5 dostępnych konstytucyjnych przesłanek ograniczania wolności Polaków, ta była najrozsądniejszym wyborem (...no bo przecież nie da się powołać na "ochronę środowiska naturalnego").