poniedziałek, 17 września 2012

Lobbing adwokatury



Oto jak lobbuje adwokatura (wczoraj na jedynce w portalu gazeta.pl):

Teza pana mecenasa "Polak w sądzie bezbronny" - jest oczywiście słuszna, ale diagnoza to po prostu manipulacja.

1. "Adwokatowi z urzędu opłaca się przegrywać sprawy".
Dotyczy to TYLKO SPRAW CYWILNYCH, GDZIE POZWANYM NIE JEST SKARB PAŃSTWA. Zgodnie z szybko zasięgniętą informacją - ilość "pełnomocników z urzędu" w sprawach cywilnych, przeciwko innemu podmiotowi niż skarb państwa to kompletny margines! W sprawach cywilnych "pełnomocnik z urzędu" to rzadkość i w większości dotyczy to właśnie spraw przeciw Skarbowi Państwa (z moich informacji wynika, że najczęściej o pełnomocników z urzędu w sprawach cywilnych występują więźniowie, którzy żądają odszkodowań za zbyt małe cele) !
Powyższe nie dotyczy spraw karnych (gdzie najczęściej adwokaci występują z urzędu), ani sądowo-administracyjnych.

2. "Brak pomocy prawnej na początkowym etapie postępowania narusza prawo do sądu"
Świetnie… ale szanowny dlaczego pan mecenas nie martwi się tym, że ponad połowa skazanych na karę bezwzględnego pozbawienia wolności nie ma obrońcy na ŻADNYM etapie postępowania (wg. badań Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka)?

3. Problemem jest system pomocy prawnej z urzędu (niejasne zasady, małe stawki, bez gwarancji zapłaty przez Skarb Państwa).

Może i rzeczywiście pomoc prawna „z urzędu” kuleje i wymaga gruntownej zmiany… ALE NIE JEST TO NAJBARDZIEJ PALĄCY PROBLEM POLSKIEGO RYNKU USŁUG PRAWNICZYCH.
W pierwszej kolejności należy zająć się dostępem do usług prawniczych dla przeciętnych obywateli (takich jest najwięcej), którzy są gotowi zapłacić za usługę, ale stawkę rynkową, a nie powiększoną o "haracz monopolistyczny".
Takimi jak w opisanym przykładzie we wpisie „Argumenty adwokatury(część 2)” – gdzie starsza pani CHCIAŁA (na własny koszt) skorzystać z usług Adwokata. Ale jednak spotkała się z barierą cenową (600 zł za jedną instancję sądową przy sporze o 2.000 zł), która jest nie do „przejścia” nawet dla zarabiających „średnią krajową” !

Oczywiście można, jak pan mecenas, lobbować za przyznawaniem w takich przypadkach „adwokata z urzędu” wszystkim chętnym (z dodatkową gwarancją wypłaty wynagrodzenia z budżetu państwa). Adwokaci z pewnością byliby zachwyceni. ALE CZY NAS NA TO STAĆ ? CZY STAĆ NA TO JAKIEKOLWIEK SPOŁECZEŃSTWO NA ŚWIECIE ? NIE !!!

Najpierw należy doprowadzić do „normalizacji” (urynkowienia) usług dla przeciętnego obywatela – a dopiero potem reformować system pomocy prawnej dla ubogich !


Na zakończenie mała metafora:

To adwokatura która walczy o utrzymanie monopolu na swoje usługi kojarzy mi się z producentem całkiem niezłych samochodów (np. mercedesem).
I oto ten mercedes – oferując dość niezawodne i bezpieczne samochody walczy o to aby mieć monopol na swoje samochody (wyłącznie najnowsze modele).
Przecież trudno się nie zgodzić z wizją polskich dróg gdzie jeżdżą wyłącznie nowe mercedesy, z 16 poduszkami powietrznymi, z metrowymi strefami zgniotu i innymi „bajerami”.
A co z tymi których nie stać na nowego mercedesa? Żeby nie chodzili pieszo (choć w praktyce tak będzie) należy w ramach pomocy „dla ubogich” wyposażyć w te nowe mercedesy z budżetu państwa. Ależ dealerzy mercedesa by się cieszyli - mercedes dla każdego, a do tego nie trzeba się starać i obawiać konkurencji (BMW, AUDI i innych takich).
No i ci dealerzey, w nadziei na taką ustawę, piszą tego typu artykuły w których rozwodzą się jak ważny jest samochód już na początku kariery przed kierownicą – i budżet państwa powinien fundować nowego mercedesa już początkującym kierowcom.
W zakresie pomocy prawnej taki świat chcą nam „zafundować” mecenasi.

Ps. co do przetargów na usługi prawne „z urzędu” – to pomysł popieram, ale NIE W OBECNYM STANIE (z „monopolem” na te usługi dla adwokatów i radców!).
Postulat szanownego mecenasa aby organizować przetargi na pomoc prawną „dla ubogich” (a co za tym idzie wyjść poza ceny z rozporządzenia), można porównać do absurdalnej sytuacji o organizowania „ustawionych” przetargów w których mogą występować dealerzy jednej, ekskluzywnej, marki samochodów (pseudo-konkurując ze sobą).

PODSUMOWUJĄC:
Najpierw należy zając się usługami prawniczymi dla większości przeciętnych obywateli (które są dla tych obywateli po prostu niedostępne), a dopiero później można rozważać reformę systemu pomocy prawnej "dla ubogich". 
Nie jest rozwiązaniem fundowanie wszystkim przeciętnym obywatelem drogiej pomocy prawnej adwokatów (na to nie stać budżetu żadnego państwa). Należy po prostu doprowadzić do urynkowienia tych usług (i ich cen). 

piątek, 14 września 2012

O argumentach adwokatury (część 3)


8. Dlaczego tzw. "doradcy prawni" (działający na podstawie "stałego zlecenia") nie odnieśli spektakularnego sukcesu ? Czyżby byli nie fachowi lub niepotrzebni ?

Najpierw wprowadzenie:

Już dziś część usług prawniczych jest wolna na skutek "przeoczeń" ustawodawcy, "luk w prawie" i ostatniego orzecznictwa. Chodzi o udzielanie porad prawnych, a także reprezentację w sprawach cywilnych na podstawie tzw. "stałego zlecenia". Osoby świadczące tego typu usługi są nazywane zbiorczo: Doradcy Prawni.
Jest faktem, że Doradcy Prawni nie osiągnęli spektakularnego sukcesu. 
Według różnych szacunków jest ich około 10.000 - 30.000.
Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy...
Według poglądów adwokatury świadczy to o niefachowości i zbędności Doradców Prawnych.
W mojej ocenie, nie jest to diagnoza rzetelna.
Po pierwsze:
Wolny obszar działalności prawniczej to jedynie jej część.
Mówiąc obrazowo - kto chciałby korzystać z architekta który ma prawo do projektowania wyłącznie fundamentów. 
Po drugie:
Te przepisy (a w zasadzie "luki w przepisach") są skrajnie niejasne i rodzą dużo wątpliwości. Np. mówią o "stałym zleceniu", gdy tymczasem zgodnie z definicją z kodeksu cywilnego "zleceniem" może być objęta wyłącznie "określona czynność". Tymczasem nieprawidłowa reprezentacja strony jest przesłanką do wznowienia prawomocnie osądzonego postępowania (nawet wygranego przez Doradcę Prawnego). Co ciekawe średnio raz na pół roku pojawia się w prasie odpowiedni artykuł którzy przypomina o ryzyku korzystania z usług Doradców Prawnych.  
Mówiąc obrazowo - kto chciałby korzystać z architekta który ma prawo do projektowania wyłącznie fundamentów, słysząc tu i ówdzie, że jest ryzyko, że kiedyś będzie musiał rozebrać dom, aby wrócić do fundamentów i je na nowo zaprojektować   
Po trzecie:
Korzystanie z Doradców Prawnych wiąże się z szeregiem niedogodności takich jak brak możliwości potwierdzania dokumentów "za zgodność z oryginałem" czy brak prawa do zwrotu kosztów procesu od strony przegranej. Szczególnie ta ostatnia niegodność jest ciekawa. Zwrot kosztów procesu od strony przegranej ma charakter "odszkodowania" rekomendującego szkodę wywołanym wytoczonym procesem. Prawa to w demokratycznym państwie jest oczywiste. Ale nie w Polsce... Oto legalnie ustanawiając  pełnomocnika innego niż Adwokat lub Radca Prawny, traci się prawo do rekompensaty szkody w postaci kosztów ustanawiania takiego pełnomocnika. Gdzie tu elementarna choćby konstytucyjność takiego rozwiązania.  
Po czwarte (last but not least): 
Wolność wykonywania niektórych czynności prawniczych, jest tak naprawdę "luką w prawie". Tego typu rozwiązanie (funkcjonujące na obrzeżach prawa) są - co oczywiste - szerzej nieznane klientom.

W mojej ocenie to w pełni uzasadnia funkcjonowanie Doradców Prawnych na obrzeżach rynku prawniczego, a wyciąganie wniosku o "niefachowości" czy "zbędności" Doradców Prawnych należy uznać za zupełnie nieuzasadnione. 


9. Kto ma dbać nad dalszą edukacją aktywnych zawodowo pełnomocników procesowych nie będących adwokatami ? 


Odpowiedź jest bardzo prosta - wolny rynek (który powoduje m.in. wzrost jakości usług).

A jak funkcjonuje brak wolnego rynku... można prześledzić na przykładzie korporacji zawodowych.
Oto jeszcze kilka lat temu dokształcający się Adwokat czy Radca Prawny to była prawdziwa rzadkość.
Problem urósł do takich rozmiarów, iż prowadzono OBOWIĄZEK dokształcania się POD RYGOREM WYKLUCZENIA Z ZAWODU. Rozliczane jest to za pomocą tzw. "punktów edukacyjnych" (przyznawanych za obecność na szkoleniu).
Tyle, że Adwokaci i Radcy Prawni i na obejście tego obowiązku znaleźli swój autorski sposób...  nazywa się e-learning. 

10. Dlaczego adwokat ma być objęty specjalnymi rygorami procesowymi a inni pełnomocnicy już nie ?

Taki postulat nigdzie nie ma miejsca. 

Procedura powinna być identyczna dla każdego, a sędzia powinien procedurę tę bezwzględnie stosować, niezależnie do tego czy występuje przed nim strona działająca osobiście, pełnomocnik nie-Korporacyjny, pełnomocnik Korporacyjny, czy nawet profesor prawa.


ps. jeśli ktoś zna jeszcze jakieś ciekawe "argumenty" przeciwko deregulacji - bardzo chętnie się z nimi zapoznam (proszę pisać w komentarzach lub na mój mail).

Po co ja to robię ?

W mailu przesłanym do mnie pojawiło się pytanie: Po co ja to robię ? Na blogu nie mam reklam, a napisanie tego wszystkiego zajęło mi długie godziny.

Rzeczywiście napisanie tego wszystkiego zajęło mi trochę czasu, ale nie wszystko robi się w życiu "dla pieniędzy" (na tym blogu nie było i nie będzie reklam chyba, że  umieszczone samowolnie przez Google).

Po prostu wierzę, że powstanie tego bloga (i jego utrwalenie w sieci, gdzie każdy będzie mógł sobie sięgnąć w każdym czasie) zwiększy choćby o 0,000001% szanse, że moje dzieci będą żyły w kraju który traktuje poważnie swoich obywateli, a nie ponad wszystko przedkłada partykularny interes poszczególnych (wpływowych) korporacji zawodowych.

Nie mam ambicji wpływać na rządzących i szczerze mówiąc - wątpię, aby to było kiedykolwiek możliwe.
Jedynie na marginesie wystarczy wskazać jaki jest stopień "przesiąknięcia" władz poszczególnych partii rządzących przedstawicielami zawodów regulowanych (szczególnie prawniczych):
PO:
Cezary Grabarczyk - lider jednej z frakcji wewnątrz PO (tzw. "spółdzielnia"),
PSL:
Józef Zych - którzy mieni się twórcą korporacji Radców Prawnych,
Ruch Palikota:
Anna Kubica (adwokat) - Sekretarz Partii
SLD:
Ryszard Kalisz

Mam ambicję skłonić do myślenia poszczególnych czytelników. Zwykłych ludzi, którzy być może w przyszłości będą politykami.
Nie chcę ich przekonywać do swoich racji, ale chciałbym aby choć na chwilę odrzucili "narzucone" myślenie o zawodach regulowanych i zastanowili się:
- Co takiego wyjątkowego jest w np. w zawodzie architekta, że musi istnieć monopol na usługi projektowania domów ?
- Czym różnią się Polacy od np. Holendrów którzy mają prawo, na własny koszt i odpowiedzialność, swobodnego wyboru projektanta własnego domu (zarówno Architekta jak i nie-Architekta) ?

Dlatego tak ważne jest aby "pokazywać" ten blog własnym znajomym, czy nawet przypadkowym komentatorom w sieci. Niech mają szansę poznać inny punkt widzenia. Być może to oni będą kształtować politykę w przyszłości...

wtorek, 11 września 2012

O argumentach adwokatury (część 2)

(dalsza część wpisu "O argumentach adwokatury".)



5. Deregulacji zawodu adwokata sprzeciwiają się sędziowie.

Nie mam zamiaru pisać, iż "sędziowie tworzą jedną klikę z adwokatami" albo, że: "sędziowie chronią monopol adwokatury, chcą mieć gdzie przejść w razie gdyby była taka konieczność (np. groziłoby im dyscyplinarne usunięcie z zawodu sędziego)".Postaram się przedstawić zupełnie racjonalną odpowiedź na stawiany zarzut - poparty rozmowami z moimi znajomymi sędziami i sędzinami.
Najpierw trzeba zauważyć dość istotną rzecz. Oficjalne stanowisko w sprawie deregulacji wyraża (rzekomo w imieniu całego środowiska sędziowskiego) Krajowa Rada Sądownictwa lub Sąd Najwyższy - to jest sędziowie "najwyższych szczebli".
Jest to dość istotne - bo Ci sędziowie mają na co dzień odczynienia wyłącznie z najlepszymi w Polsce adwokatami (tacy przeważnie występują przed Sądem Najwyższym).
Każdy - niezależnie od tego jaki zawód wykonuje - chciałby mieć styczność wyłącznie z inteligentnymi, dobrze wychowanymi i wszechstronnie wykształconymi "petentami" (a tak właśnie mają sędziowie Sądu Najwyższego - czego bronią, rzekomo w interesie całego sądownictwa).
Już widzę rozmarzonych urzędników, którzy oczami wyobraźni widzą jak nie nękają ich awanturujące się strony, tylko zawsze mają kontakt z odpowiednio zweryfikowanym wcześniej pełnomocnikiem...
Tyle, że to mrzonki. Liczba adwokatów jest tak niska (nie mówiąc już o nielicznych "najlepszych pełnomocnikach"), że występują oni w niewielkim odsetku spraw.
A co się dzieje z pozostałymi sprawami ? Toczą się one (najczęściej przed Sądami Rejonowymi) bez udziału żadnych pełnomocników. Sędziowie Sądu Najwyższego (najgłośniej wypowiadający się w sprawie deregulacji) nie mają kontaktu ze "stronami występującymi się samodzielnie" i nie wiedzą co to oznacza.
Dla zobrazowania sprawy - opowieść jednego z moich znajomych sędziów:
Starsza pani została pozwana przez firmę windykacyjną o zapłatę około 2.000 za zaległe faktury za telefon komórkowy.
Roszczenie było ewidentnie przedawnione.
Starsza Pani żadnego telefonu nie kupowała, tylko "użyczyła" dowodu wnuczkowi, który obecnie jest w Irlandii.
Najpierw poszedł Nakaz Zapłaty ("upominawczy").
Zbiegiem okoliczności Starsza Pani napisała odręczne pismo w którym posłużyła się słowami "proszę o wyjaśnienie o co chodzi". Pismo to nie zostało potraktowane jako "Sprzeciw od nakazu".
Starsza Pani wystosowała kolejne odręczne pismo, w którym napisała "nie zgadza się z decyzją Sądu który nie uwzględnił jej poprzedniego pisma".
Pismo to zostało potraktowane jako zażalenie, i sprawa przeniosła się do sądu drugiej instancji, który stwierdził, że jej pierwsze pismo było sprzeciwem od nakazu.
Sprawa wróciła do sądu rejonowego gdzie odbyła się pierwsza rozprawa - podczas której Sędzia pierwszy raz próbował delikatnie zasugerować Starszej Pani podniesienie zarzutu przedawnienia. Nieskutecznie.
Pod pretekstem konieczności dostarczenia "bilingów" (na wykazanie wysokości roszczenia) Sędzia wyznaczył drugą sprawę.
Na drugiej sprawie Sędzia po raz drugi próbował zasugerować Starszej Pani podniesienie zarzutu przedawnienia. Nieskutecznie.  
Starsza Pani zapytana czy nie chciałaby skonsultować się w tej sprawie z Adwokatem - odpowiedziała, że była u Adwokata, ale Adwokat chciał od niej 600zł płatne z góry (czyli ok. 1/3 roszczenia).
Została wyznaczona trzecia rozprawa - celem przesłuchania stron.
Jednocześnie zrezygnowany sędzia odbył "sugerującą" rozmowę z protokolantką: "Szkoda, że ta Starsza Pani nie zgłosiła zarzutu przedawnienia...", która to protokolantka (w bliżej nie określonym celu) wyszła do tej Starszej Pani z nią porozmawiać.
Za około tydzień wpłynęło do sądu pismo Starszej Pani z jednym zdaniem. "Zgłaszam zarzut przedawnienia".
W następnym tygodniu płynęło od windykatorów pismo z cofnięciem powództwa.
Sprawa która mogła się toczyć 3 tygodnie, trwała... 14 miesięcy i pochłonęła mnóstwo czasu i energii Sądów dwóch instancji ! A brakowało w niej jednej krótkiej porady na poziomie... studenta drugiego roku prawa!
Teraz "esencja" - zapytani przez tego samego Sędziego studenci prawa na wykładach, za ile udzieliliby porady i napisali odpowiednie pismo tej pani odpowiedzieli... od 30 zł do 50 zł !!!
Takich historii Sędziowie niższych instancji mają tysiące - co przekłada się na ich pracę (i przewlekłość postępowań sądowych).
Sędziowie Sądu Najwyższego, mając kontakt wyłącznie z "orłami temidy" (którzy przynajmniej nie przekąszają w pracy), co oczywiste bronią obecnego status quo.  


6. Czy chciałabyś aby leczył cię lekarz bez wykształcenia medycznego ?


Na ten temat już pisałem.
W deregulacji chodzi wyłącznie o prawo wyboru prywatnej usługi, świadczonej na koszt i odpowiedzialność klientów.
Z tego typu prywatnych usług medycznych wykonywanych przez osoby bez wykształcenia medycznego... korzysta regularnie ok. 2 mln polaków (i rzeczywiście czują się lepiej !).
Są to prywatne usługi wszelkiej maści znachorów, bioenergoterapeutów, zielarzy, uzdrowicieli czy filipińskich chirurgów. 
Oczywiście można krytykować taki stan rzeczy, nazywając znachorów oszustami...
Ale skro Ci Polacy czują się lepiej... Może tego im właśnie trzeba... Nie nam to oceniać i zabraniać tym osobom wydania prywatnych pieniędzy na "znachorów".


7. Czy powierzyłbyś własną sprawę sądową np. studentowi prawa ?

Ja osobiście - TAK. 
Bez żadnych oporów powierzyłbym studentowi prawa prowadzenie sprawy o kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych.
Do sprawy o dziesiątki tysięcy złotych wybrałbym mecenasa.
Do sprawy o miliony złotych zaangażowałbym profesora prawa (choćby nawet nie był mecenasem).
Tymczasem w obecnym systemie, wszystko mamy "uśrednione" i do wszelkiego typu spraw jedynie słuszni są mecenasi (po studiach i 3 letniej aplikacji).
Takie jest moje prywatne zdanie. Każdy ma prawo do własnego i ja to szanuję.
Nie mniej - to jest nieważne. 
Istotą deregulacji, nie jest pytanie kto z czyich usług kiedy zamierza korzystać (i później uśrednianie wyników), ale prawo korzystania przez wolnych i dorosłych polaków z takich usługodawców jacy im akurat odpowiadają w konkretnej sprawie (raz student, raz mecenas, raz profesor, a innym razem specjalista z wąskiej dzieciny prawa który nigdy nie studiował prawa).
Każdy dobrze wie czego mu najlepiej trzeba... Nie nam oceniać i zabraniać polakom wydania ich prywatnych pieniędzy na nie-korporacyjnych pełnomocników.

W kolejnej części "argumentów adwokatury" odpowiedź na kolejne zarzuty:
8. Dlaczego tzw. "doradcy prawni" (działający na podstawie "stałego zlecenia") nie odnieśli spektakularnego sukcesu ? Czyżby byli nie fachowi lub niepotrzebni ?
9. Kto ma dbać nad dalszą edukacją aktywnych zawodowo pełnomocników procesowych nie będących adwokatami ? 
10. Dlaczego adwokat ma być objęty specjalnymi rygorami procesowymi a inni pełnomocnicy już nie ?

poniedziałek, 10 września 2012

Obowiązkowe ubezpieczenie. Czy na pewno konieczne?

Obowiązkowe ubezpieczenia...
Co ciekawe tego elementu "rynku regulowanego" pośrednio bronią nawet zwolennicy deregulacji, prowadzając do swoich projektów jakieś szczątkowe regulacje w zakresie ubezpieczenia.
Tak np. projekty ustaw z poprzedniej kadencji dotyczące zmiany art. 87 k.p.c.: Druk Sejmowy 2603 (http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/druk?OpenAgent&2603) oraz Druk Sejmowy 2604 (http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/druk?OpenAgent&2604).

Czym właściwie jest to obowiązkowe ubezpieczenie wykonujących zawody regulowane ?

Jak się okazuje większość przedstawicieli zawodów regulowanych musi posiadać polisę ubezpieczeniową na kwotę 50.000 Euro (ok. 200.000 zł).
Dlaczego akurat tyle... któż to wie.
(pozostając w kręgach adwokackich)
Taka polisa nie jest potrzebna ani klientowi który chce zlecić sprawę o 5.000 zł, ani klientowi którzy chce zlecić sprawę o 5.000.000 zł. A każdy z nich "dokłada" do ceny usługi ok. 10 zł tytułem kosztów tej obowiązkowej polisy.
De facto ta polisa satysfakcjonuje jedynie 0,00001% klientów którzy zlecają sprawę dokładnie o 200.000 zł.

Co więc w zamian? UWIERZYĆ W ROZSĄDEK KLIENTÓW!

Wystarczy uwierzyć, że każdy klient ma swój rozum i jeśli tylko zechce, przed zleceniem usługi, potrafi wypowiedzieć 4 słowa: "Proszę mi pokazać ubezpieczenie"
Niech każdy ma prawo wybrać usługodawcę: nieubezpieczonego, ubezpieczonego na niewielką kwotę (i oferującego tańszą usługę) oraz ubezpieczonego na dużą kwotę (który cenę drogiej polisy wlicza do kosztów każdej usługi).

Jedynie w woli wyjaśnienia - ja osobiście wybieram kontrahentów i usługodawców... nie ubezpieczonych (i działających w ramach indywidualnej działalności gospodarczej) !!!
Osobiście uważam, że jeśli ktoś nie ma polisy ubezpieczeniowej i odpowiada za "wpadki" całym swoim majątkiem to się stara po stokroć bardziej, niż usługodawca świadomy, że stoi za nim ubezpieczyciel.
Taki jest mój prywatny pogląd. Możecie się z nim zgadzać lub nie zgadzać... ale dlaczego zmuszacie mnie (i wszystkich innych) do korzystania z usługodawców ubezpieczonych akurat na 200.000 zł ?