Po woli (w związku z pełnym wejściem w życie I Ustawy Deregulacyjnej) rośnie świadomość pseudo-deregulacyjnego charakteru zmian zapoczątkowanych przez min. Gowina (o czym piszę od samego początku istnienia niniejszego bloga). Kilka dni temu do takiego przekonania doszedł m.in. Łukasz Gibała (poseł Ruchu Palikota), demaskując hasło "wielkiej deregulacji" jako "wielką fikcję":
Nieświadomie "wielką fikcję" zamiast "wielkiej deregulacji" demaskują również korporacje zawodowe. Próbując ironicznie podejść argument twórców deregulacji o "100.000 nowych miejscach pracy", notariusze wyliczyli owoc deregulacji swojego zawodu na... 30 nowych miejsc pracy:
Tyle, że (co widać np. w komentarzach do tego artykułu) dla przeciętnego odbiorcy zaledwie 30 nowych miejsc pracy, wcale nie oznacza porażki argumentu o "100.000 nowych miejscach pracy", ale demaskuje to wprowadzoną pseudo-deregulację.
Coś z "innej beczki".
Na portalu prawnik.pl trwa w najlepsze dyskusja o połączeniu zawodów Adwokata i Radcy Prawnego w jedną Nową Adwokaturę. Przy tej okazji pojawił się bardzo ciekawy wywiad z adw. Andrzejem Michałowskim, byłym wiceprezesem Naczelnej Rady Adwokackiej, p.o. Prezesa NRA, obecnie członka NRA.
W mojej ocenie - trafnie diagnozujący problemy i przewidujący przyszłość !
Nie mniej, wymaga on kilku uzupełnień:
I.
"ER:A po co w ogóle został stworzony
samorząd?
AM:U źródeł tworzenia
się samorządów była potrzeba obrony
adwokatów przed ingerencją władzy publicznej w
sytuacjach konfliktowych. Po to więc, żeby adwokata
nie można było skutecznie zaatakować za to, w
jaki sposób reprezentuje swojego klienta. Żeby
miał oparcie w organizacji."
Nie do końca tak. Źródłem samorządów był konkretny konflikt (interesów): OBRONA Z URZĘDU. Jest to sytuacja, w której Państwo wynajmuje Adwokata, po to aby występował on... często przeciwko Państwu, którego utożsamia prokurator.
Wymyślono więc, że nad zasadami przydziału obrońców z urzędu, oraz ich stawkami będzie "czuwał" Samorząd Zawodowy (tak aby nie dochodziło do konfliktów czy zmowy na linii Adwokat-Państwo).
"Atak na adwokata w jaki sposób reprezentuje Klienta" ?... Jaki Państwo niby miałoby mieć w tym interes ? Taki atak mógłby przeprowadzić co najwyżej niezadowolony Klient (do czego prawa nie można mu odbierać).
II.
"AM: W Wielkiej Brytanii 25 lat temu
pytano, po czym można rozróżnić
barristera od solicitora.
ER: Po czym?
AM: Po butach. Barrister miał
świetne buty, ponieważ był człowiekiem
zamożnym. Miał dobrze prosperującą
kancelarię, więcej czasu, mniej pracy. Zdecydowanie
lepiej zarabiał. Po 25 latach nie można już
ich rozróżnić po butach. Chyba nawet
więcej solicitorów ma lepsze buty."
Krótko (ku przemyśleniu): SOLICITOR w Wielkiej Brytanii... nie musi nawet mieć wykształcenia wyższego!
III.
AM: Proszę spojrzeć na naszą historię na
przełomie XIX i XX wieku. Wówczas funkcjonowali
obok siebie adwokaci przysięgli i prywatni. Pierwsi byli
formalnie ustanowieni przy sądach, a drudzy byli
odpowiednikami obecnych doradców prawnych. Bardzo szybko
adwokaci prywatni zaczęli jednak mieć zdecydowanie
lepsze sprawy i kancelarie niż przysięgli.
Taki stan trwał aż do lat '30 ubiegłego wieku, a co za tym idzie to monopol "Adwokatów Przysięgłych" na wszystkie rodzaje spraw trwał w okresie międzywojennym zaledwie kilka lat. Warto byłoby jeszcze dodać, że kodeksy z początku lat '30 to dzieło autorytarnej sanacji, czerpiącej m.in. z włoskiego faszyzmu (który - co już pisałem, był kolebką Korporacjonizmu opartego na czerpaniu korzyści z monopolu w usługach prywatnych w zamian za zdjęcie z Państwa odpowiedzialności za niektóre działania, takie jak np. pomoc prawna ubogim).
NA KONIEC, Z CYKLU "NIESKAZITELNI MECENASI" TYM RAZEM... ADWOKAT I SYNDYK (dwa zawody regulowane w jednym!!!): http://polskalokalna.pl/wiadomosci/malopolskie/news/krakow-syndyk-podejrzany-o-przywlaszczenie-25-mln-zl,1995769,3286