sobota, 15 czerwca 2013

Regulacje rosną w siłę!

W cieniu (pozornej) "deregulacji", w ministerstwach trwa nieustanna regulacja kolejnych dziedzin życia, niejednokrotnie sięgająca granic absurdu.

Oto nowe przepisy regulujące działalność wolnorynkowych przewoźników autobusowych, mających swoje systemy ulg, i nie pobierających dotacji państwowej z tytułu ulg ustawowych (typu PolskiBus) którym obecnie wolno zatrzymywać się tylko w miastach wojewódzkich (SIC!):

Na samą regulację... brak mi słów.

Nie mniej "przyszłość" jest łatwa do przewidzenia.
Oto teraz będzie 1,5 roku medialnego show pt. "deregulacja" (tym razem nie w Ministerstwie Sprawiedliwości ale Ministerstwie Transportu) i po szeroko zakrojonych konsultacjach społecznych, dotychczasowy przepis:

Wolnorynkowi przewoźnicy autobusowi mogą zatrzymywać się wyłącznie w miastach wojewódzkich.

otrzyma brzmienie:

Wolnorynkowi przewoźnicy autobusowi mogą zatrzymywać się wyłącznie w miastach wojewódzkich, a także w Częstochowie.

Na etapie prac parlamentarnych, w Senacie, przepis ten otrzyma ostateczne brzmienie:

Wolnorynkowi przewoźnicy autobusowi mogą zatrzymywać się wyłącznie w miastach wojewódzkich, a także w Częstochowie (o ile respektują ulgi ustawowe i pobierają z tego tytułu dotację państwową).

Przepis zostanie tak uchwalony i na koniec okaże się, że... wolnorynkowi przewoźnicy muszą zamknąć biznes, bo zgodnie z opinią uczonych prawników warunek pobierania dotacji państwowej z tytułu ulg ustawowych dotyczy wszystkich miast (zarówno Częstochowy jak i miast wojewódzkich).

Oczywiście, nikt, na żadnym etapie prac nie pochyli się nad sensem, celem i zgodnością z Konstytucją (np. art. 31 ust. 3) tego typu ograniczeń. 
OTO POLSKA POLITYKA WŁAŚNIE.



czwartek, 13 czerwca 2013

Deregulacja na wstecznym biegu.


W Sejmie (na wnioski zgłoszone przez Senat), trwa w najlepsze „odwracanie deregulacji” poprzez wprowadzanie poprawek pro-regulacyjnych na ostatnim z możliwych etapie prac legislacyjnych (od wprowadzonych w tym etapie poprawek już nie będzie odwrotu).

Jako, że chyba wszystkie pro-regulacyjne argumenty już były (i upadły!), obecnie zgłaszane argumenty pro-regulacyjne… są wręcz „ko(s)miczne”.
Oto za Wiceminister Sprawiedliwości (p. Królikowski), opowiadając się za cofnięciem deregulacyjnych zmian w zawodzie Pośrednika w obrocie nieruchomościami powołuje się na… nadchodzącą „odwróconą hipotekę” (sic!).
Co ma jedno wspólnego z drugim… tylko p. Królikowski raczy wiedzieć. No ale „odwrócona hipoteka”  (którą zgodnie z planami legislacyjnymi mają oferować... zakłady ubezpieczeń)  – to brzmi wielce skomplikowanie i niebezpiecznie, więc prawdopodobnie argument przesadzający o konieczności będzie „chwytliwy”.

wtorek, 11 czerwca 2013

Polityka i kiełbasa - jak się to robi.

Bismarck ponoć mawiał: "Ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi politykę i kiełbasę", nie mniej czasem warto się zastanowić jak się robi tę pierwszą (...i tę drugą też - ale to już osobny temat).

"Deregulacja" dotykając wielu środowisk ukazuje niemal pełne spektrum sposobów tzw. lobbingu i wpływania na proces prawodawczy. 
Warto "wyłapać" te wszystkie "polityczne smaczki".

1. SWOI URZĘDNICY (skuteczne i to bardzo!)
Tą drogą poszli przedstawiciele zawodów prawniczych. 
Dyrektorem "departamentu deregulacji" u min. Gowina (za czasów powstawiania projektu pierwszej ustawy deregulacyjnej), odpowiedzialnym za pisanie tej ustawy, był... stały felietonista "Radcy Prawnego" - wewnętrznego czasopisma korporacji Radców Prawnych, prawdopodobnie pobierający z tego tytułu nie małe wynagrodzenie.
Efekt jest oczywisty. Żadnej deregulacji w zawodach prawniczych nie ma. Proponowana "korekta" sprowadza się przede wszystkim do ułatwienia dostępu do zawodów prawniczych garstce "legislatorów" (czyli osób które m.in.... piszą ustawy w ministerstwach).
Nie mniej - to nie tylko przypadłość min. Gowina.
Korporacje "obsadziły" stanowiska współpracowników również np. u głównego propagatora pseudo-deregulacji po stronie opozycji: pos. Wiplera.
Skutkiem tego postulat pos. Wiplera w zakresie deregulacji zawodów prawniczych sprowadzał się do większej konkurencji... pośród wewnętrznych izb korporacyjnych, tak aby składka korporacyjna spadła o kilkanaście złotych.

2. SWOI POLITYCY (skuteczność zależna od przynależności partyjnej polityków)
Tu na szczególne wyróżnienie zasługą przewodnicy turystyczni.
Dziwnym trafem znaleźli oni zaciekłych obrońców swoich regulacji w szeregach klubu PiSu.
Nie mniej - wybór ten był niezbyt trafiony.
Oto podczas głosowań nad ustawą zdarzyła się rzecz niezmiernie ciekawa.
PiS (głosujący za deregulacją w ramie z PO - co było konieczne wobec sprzeciwu PSL, SLD i RP), zagłosował przeciwko deregulacji zawodu "przewodnika turystycznego".
Jednak w tym momencie ZA deregulacją zawodu przewodnika turystycznego zagłosował... Ruch Palikota (który był przeciwny całej ustawie!). Czy i jaka była cena tego poparcia (czy stanowisko, czy jakaś ustawa RP) - lepiej nie wiedzieć. Nie mniej - dowodzi to słabej skuteczności źle obranych obrońców pośród polityków.

Na marginesie: zestawienie pkt. 1 i 2 pokazuje kto tak naprawdę "bardziej rządzi" Polską - politycy czy urzędnicy.

3. SWOI EKSPERCI (raczej skuteczne)
Dziwnym trafem, w Polsce słowo "ekspert" (już nie mówiąc o połączeniu "profesor ekspert") wywołuje poruszenie. Korzystają z tego przeróżne środowiska. Nie mniej trzeba to też robić umiejętnie. Pośrednicy w obrocie nieruchomościami, swojego "eksperta" wprowadzili do gry nieco późno (na etapie prac w Senacie), a też nie był zbyt trafiony wybór prof. Chmaja z wielce szanowanego i renomowanego uniwersytetu, który  dodatkowo jako konstytucjonalista nie dał się poznać ze zbyt dobrej strony broniąc rozwiązań Kodeksu Wyborczego (np. 2-dniowe głosowanie), które to rozwiązania przepadły z kretesem przed Trybunałem Konstytucyjnym. 

4. SWOI SAMORZĄDOWCY (skuteczne)
"Spychologia stosowana" jest wiecznie żywa. Po co politycy mają podejmować się niepopularnych reform, jak można to zepchnąć na niższy szczebel. Wystarczy więc zebrać głosy kilku samorządowców i rozpropagować hasło "pozwólmy decydować wspólnotom lokalnym". Oczywiście mało kto wtedy pamięta, że zgodnie z Konstytucją, ograniczenia wolności obywatelskich mogą być ustanawianie tylko ustawami.
Tą drogą (skutecznie) poszli taksówkarze.

5. PROTESTY (nieskuteczne)
Tu (wedle opinii min. Gowina) tu przodowali przewodnicy turystyczni oraz taksówkarze.
To metoda nieskuteczna - która wywołała reakcję zupełnie odwrotną.
Nie mnie... przy słabnących notowaniach rządzących, ta metoda zyskuje na znaczeniu o czym przekonują się kolejne grupy - od matek 1. kwartału które wywalczyły sobie urlopy, po (ostatnio) mieszkańców Opola, którzy wywalczyli sobie budowę nierentownej elektrowni. 

6. MEDIA - NP. ARTYKUŁY PRASOWE (raczej skuteczne)
Każda korporacja publikowała  "katastroficzne wizje" świata po deregulacji, nie mniej prymat należy przyznać maklerom.
Wynika to prawdopodobnie z codziennej współpracy prasy i maklerów, gdzie Ci ostatni publikują swoje (mniej lub bardziej trafione) "rekomendacje".
Artykuły o katastrofalnych skutkach deregulacji zawodu maklera pojawiają się regularnie.
Skutkiem tego najpierw zostali oni przesunięci z II do III transzy deregulacji, a ostatnio zredukowani do "małej korekty" zasad dostępu do zawodu (zamiast wcześniej planowanej pełnej deregulacji).

7. JAWNA WSPÓŁPRACA (nieskuteczne)
To w pewnym sensie paradoks.
Tą drogą poszli notariusze.
Współpracowali z min. Gowinem przygotowując "optymalne" rozwiązanie (tocząc dyskusje o "kancelarii na próbę", "notariuszu na próbę" itp.), tylko po to, aby w toku prac sejmowych, cały ten skomplikowany "kompromis"... został wyrzucony do kosza i zastąpiony bardziej liberalnym rozwiązaniem (tj. likwidacją asesury).

Są jeszcze inne ciekawe sposoby lobbingu - np. ORGANIZACJE POZARZĄDOWE (NGO) czy SONDAŻE Jednak tą drogą (prawdopodobnie na brak skorych do współpracy NGO czy pracowni badań opinii społecznej) - nie poszli przedstawiciele żadnych zawodów.

czwartek, 6 czerwca 2013

Zderegulować wszystkich... poza mną.

Klasycznym jest postulat: 
zderegulować wszystkie zawody (abym jako klient miał usługi tańsze i lepszej jakości)... poza moim zawodem, który przecież jest "wyjątkowy".

Dzięki takim poglądom można pokazać absurdalność i śmieszność obrońców regulacji.
Oto jeden z najnowszych tego typu głosów:
Autorka ("Amelia" z bloga "Odchudzanie" na portalu Salon24), opowiada się stanowczo i jednoznacznie za deregulacją notariusza, adwokata czy zarządcy nieruchomości, a broni jak lwica zawodu... "grzyboznawcy" (całkiem serio! - kto nie wierzy, niech przeczyta!).

Nic dodać nic ująć...


ps. Jedno trzeba przyznać pani Amelii. Regulacja zawodu "grzyboznawcy" ma przynajmniej podstawy w art. 31 ust. 3 Konstytucji ("ochrona zdrowia"), w przeciwieństwie do adwokata czy zarządcy nieruchomości, którzy są zawodami regulowanymi ponoć dla ochrony majątków klientów - co jest sprzeczne z art. 31 ust. 3 Konstytucji, który takiej przesłanki ograniczenia wolności obywateli nie zawiera.

pss. Pani Amelia powinna się zastanowić nad koniecznością regulacji zawodu "zielarza" (który to zawód, ze względu na bogactwo ziół o różnych działaniach powinien być po wielokroć bardziej uregulowany niż ten cały "grzyboznawca"), czy nawet... "klasyfikator ziemniaków" (ponoć zielone elementy ziemniaków są bardzo szkodliwe dla zdrowia bo rakotwórcze).


poniedziałek, 3 czerwca 2013

O czym nie uczą Aplikantów

Dostałem ciekawego maila od Aplikanta Adwokackiego (a przynajmniej osoby tak określającej samą siebie), interesującego się historią i statusem adwokatury.

Oto czego (wg. Aplikanta Adwokackiego) nie uczą na Aplikacji Adwokackiej, a co mogłoby zburzyć światopogląd wielu aplikantów:

1) Sąd Najwyższy w wyroku z 29 maja 2001 r. (sygn. I CKN 1217/98) stwierdził, iż samorząd adwokacki nie jest samorządem reprezentującym osoby wykonujące zawód zaufania publicznego w rozumieniu art. 17 ust. 1 Konstytucji.

2) Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 18 lutego 2004 r. (sygn. P 21/02), rozstrzygając o niezgodności z Konstytucją szeregu zapisów ustawy adwokackiej, wyraźnie potwierdził nadrzędność art. 31 ust. 3 Konstytucji nad art. 17, stwierdzając, że ewentualne ograniczenia w prawie wykonywania zawodów powinny być bezwzględnie zgodne z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, tj. być określone w drodze ustawy, zachowywać wymóg proporcjonalności i być dopuszczalne ze względu na ochronę wymienionych tam enumeratywnie pięciu wartości (-wśród których nie ma ochrony majątku, czy ochrony przed niefachową prywatną usługą).

3) Wszelkie monopole na rzecz adwokatury zostały ustanowione w Polsce w odpowiednich procedurach sądowych w okresie II RP, w latach 1928-1932 (i później), tj. w okresie nieskrywanej fascynacji włodarzy II RP faszyzmem i totalitaryzmem - z których to ideologii zostały one zaczerpnięte.

4) Przez setki lat (aż do lat '30 ubiegłego wieku) każdy mógł być prywatnym pełnomocnikiem procesowym i obrońcą karnym. Ewentualne wymogi były ograniczone do dokonania wpisu a odpowiednią listę sądową (bez jakichkolwiek warunków wstępnych).

5) Przez około pięćset lat (aż do lat '30 ubiegłego wieku) istniało, bardzo popularne w j. polskim pojęcie "kauzyperdy", które oznaczało po prostu prywatnego pełnomocnika procesowego, który przegrał sprawę (inaczej "partacz"). Przekaz ustny i pisemny był na tyle rozwinięty, że jeśli do kogoś przylgnęła taka łatka - to trudno było się jej pozbyć (i był "spalony" w tym biznesie). Dziś - pomimo obiegu informacji w ułamku sekundy - takie pojęcie nie funkcjonuje, bo utrzymuje się fasadową fikcję tego, że adwokaci to profesjonaliści, którzy nie przegrywają spraw (nawet jak występują po obu stronach sporu).

ps. dziękuję za e-mail i przyznaję, że sam nie wiedziałem np. o tezach przytoczonych wyroków.