wtorek, 9 października 2012

Już ponad 1500 odwiedzin.

Popularność tego bloga rośnie nadspodziewanie szybko. Kolejna "pięćsetka" odwiedzin zaledwie w kilkanaście dni.

Dziękuję wszystkim czytelnikom, a szczególnie tym którzy kierują do minie ciepłe słowa zachęty do dalsze publikowania.

ps. nadal liczę na propagowanie bloga (i poglądów w nim zawartych).

niedziela, 7 października 2012

Ile warte są egzaminy zawodowe.

Otrzymałem e-mail z bardzo ciekawym opisem tegorocznego Egzaminu Radcowskiego (i jego wynikami).

Najpierw e-mail (później mój komentarz):

"Egzamin radcowski polega m.in. na rozwiązaniu zadania z prawa karnego (sporządzenie pisma procesowego na podstawie odpowiednio przygotowanych akt sprawy). Temat egzaminu jest jednolity w całej Polsce, ale sam egzamin jest sprawdzany przez poszczególne okręgowe komisje.
Rozwiązane tegorocznego egzaminu radcowskiego z prawa karnego mogło pójść dwutorowo.
Można było dążyć do jak najszybszego uprawomocnienia się wyroku karnego (wydanego z bardzo poważnym błędem) - i w tym celu napisać opinię.
Można też było zaskarżyć wyrok (i go wyprostować) - i w tym celu sporządzić apelację.
Oba rozwiązana miały plusy i minusy.
Pierwsze rozwiązanie było "szybkie" - ale pozostawiało niepewność co do trwałości (błędnego) wyroku karnego i trwałości późniejszego (opartego na tym wyroku karnym) wyroku rozwodowego.
Drugie rozwiązanie było "wolniejsze" - ale gwarantowało pewność wyroku karnego i rozwodowego.
Po tym przydługim wstępie - najciekawsze:
Oto ocena zaproponowanego rozwiązania była zupełnie losowa. Zależała ona od lokalizacji komisji. 
Np. Komisja Białostocka "przepuściła" wyłącznie rozwiązanie drugie (apelacja), a Komisja Opolska "przepuściła" wyłącznie rozwiązanie pierwsze (opinia). Część Komisji (np. Poznań) "przepuszczała" oba rozwiązania. Ogólnie - wynik tego egzaminu nie zależał od wiedzy, ale w znacznej mierze od ludzkiego szczęścia (tj. zdawania przed komisją która preferuje takie samo rozwiązanie jak egzaminowany). Wiedza nie miała tu nic do rzeczy."

Mój komentarz:
Nie dziwi mnie przebieg tego egzaminu. Każdy egzamin na w sobie element subiektywności.
Nie mniej, jakie teraz są konsekwencje tego wspaniałego egzaminu:
Ktoś kto zaproponował takie samo rozwiązanie (z dwóch dopuszczalnych) jakiego oczekiwała jego lokalna komisja egzaminacyjna MOŻE MI (KLIENOWI) ŚWIADCZYĆ USŁUGĘ PRAWNICZĄ.
Ktoś kto zaproponował inne rozwiązane (z dwóch dopuszczalnych), niż te którego oczekiwała jego lokalna komisja egzaminacyjna NIE MOŻE MI (KLIENTOWI) ŚWIADCZYĆ USŁUGI PRAWNICZEJ.
O tym już nawet nie decyduje, jak chcą tego zwolennicy korporacji zawodowych: wiedza i doświadczenie. O tym decyduje niejednokrotnie ślepy los w postaci odpowiedniego nastawienia egzaminatorów.
Oczywiście można ironizować, iż w życiu potrzebne jest też szczęście (choć według przysłowia to szczęście sprzyja podobno "ślepym kurom").
Ale ja uważam, że nie tędy droga.
Każdy powinien być kowalem własnego losu. To czy ktoś będzie miał klientów, czy nie, powinno zależeć wyłącznie od pracowitości i inteligencji usługodawcy, a nie szczęścia do egzaminatorów!

czwartek, 4 października 2012

Wymogi "niekaralności"

Prawie we wszystkich zawodach objętych "deregulacją wg. Gowina" pozostanie wymóg "niekaralności"... Tu nie mam nic przeciwko - choć uważam, że regulacje tego typu powinny znajdować się w Kodeksie Karnym, a nie bliżej nieokreślonych ustawach szczegółowych (regulujących co do zasady kwestie gospodarcze).

Jedną z funkcji kary dla przestępcy jest prewencja (tj. zapobieganie popełnieniu kolejnych przestępstw).
Realizując tę funkcję kary nasz kodeks karny zna szereg "środków karnych" (art. 39 KK i n.), w szczególności "zakaz zajmowania określonego stanowiska, wykonywania określonego zawodu
lub prowadzenia określonej działalności gospodarczej".

Dla przykładu: jednym ze szczegółowo wymienionych w ustawie przypadków jest zakaz prowadzenia działalności związanej z opieką nad małoletnimi - orzekany obowiązkowo dla skazanych za pedofilię.

Innymi zakazami o charakterze prewencyjnym są np.:
- zakaz stadionowy (dla "kiboli"),
- zakaz prowadzenia pojazdów (dla kierowców na "podwójnym gazie").

Złamanie tego typu zakazu orzeczonego przez Sąd (fakultatywnie lub obowiązkowo) to kolejne przestępstwo.

I jest to zupełnie naturalny sposób realizacji "prewencyjnego" celu kary.

Idąc dalej tym torem, jeśli nasz ustawodawca chce, żeby:
- kierowca złapany na "podwójnym gazie" nie był taksówkarzem,
- oszust finansowy nie był maklerem,
- oszust podatkowy nie był księgowym,
- ryzykant który naraża innych na niebezpieczeństwo nie był przewodnikiem górskim,
- łapówkarz nie był trenerem sportowym,
itd. itp.
NIECH WPROWADZI TEGO TYPU REGULACJE DO ART. 39 I NASTĘPNYCH KODEKSU KARNEGO (ewentualnie do kodeksu karnego-skarbowego) !!!
Tam jest miejsce tego typu regulacji! Niech to będzie orzekane przez Sąd wyrokiem (w niektórych przypadkach  według uznania sędziego, w innych zawsze, obowiązkowo).
Niech złamanie takiego zakazu będzie surowo karanym przestępstwem (skutkującym dodatkowo "odwieszeniem" wszelkich zawieszonych kar).

Obecnie po "deregulacji wg. Gowina" będziemy mieć po prostu "bałagan".
Zakazy wykonywania działalności dla trenerów skazanych za łapówki sportowe będą prawdopodobnie umieszczone w bliżej nieokreślonych ustawach dotyczących sportu (prawdopodobnie ze znikomą sankcją za ich złamanie), gdy tymczasem inne tego typu zakazy będą orzekane w sentencji wyroku karnego wraz z bardzo dotkliwą sankcją za ich złamanie (w postaci skazania za nowe przestępstwo).

Waśnie przez taką nieprzemyślaną legislację mamy tak skomplikowane prawo !!!

ps. oczywiście są zawody gdzie sankcja w postaci zakazu wykonywania określonego zawodu (tj. "wymóg niekaralności") jest bezcelowy. Na przykład: prewencją przed ponownym popełnieniem jakiego przestępstwa miałby być "wymóg niekaralności" dla Architekta ? Dlaczego Klient nie ma być ograniczany w wyborze Architekta, tylko dlatego, że temu ostatniemu zdarzyło się "prowadzić po kielichu" ???

środa, 3 października 2012

Czy wezmę odpowiedzialność za skutki deregulacji?

Zostałem niedawno zapytany czy - skoro tak propaguję deregulację - wezmę na siebie odpowiedzialność za wszystkich klientów którzy skorzystali z usług "partaczy" ???

Oczywiście jest to typowe "pytanie z tezą" - na które jednak można (i trzeba!) odpowiadać ze spokojem.

Po pierwsze.
Deregulacja nie oznacza "pchania" nikogo w objęcia "partaczy" !
Deregulacja (zgodnie z tym co przedstawiam tu na blogu) to jedynie wolność wyboru: zarówno usługodawcy Korporacyjnego jak i nie-Korporacyjnego.

Każdy (korzystając z własnej wolności) powinien mieć pełne prawo korzystania z usługodawców Korporacyjnych - dokładnie tak jak teraz. Także nie ma podstaw aby np. zmieniła się liczba korporacyjnych usługodawców (przecież oni muszą z czegoś żyć). Ba... można nawet podejrzewać  że "korporacyjni" usługodawcy staną się bardziej dostępni.

Nie mniej za to co poszczególni Klienci zrobią z przyznaną im wolnością - już nie mogę odpowiadać.
Nie mniej - jak się okazuje obywatele doskonale radzą sobie z wolnością.
Oto:
- pomimo tego, że korzystając z wolności można legalnie przegrać cały majątek w kasynie, przypadki przegranych majątków są marginalne.
- pomimo tego, że korzystając z wolności można legalnie się okaleczyć, przypadki samookaleczeń są marginalne.
- pomimo tego, że korzystając z wolności można się legalnie zabić, przypadki samobójstw są marginalne.
(...a jednocześnie nie ma w Polsce wolności ustanowienia sobie innego niż Adwokat czy Radca pełnomocnika nawet we własnej sprawie o "pietruszkę")

Nie mniej pojawia się pytanie:
Czy każdy kto nie opowiada się za:
- całkowitym ubezwłasnowolnieniem majątkowym wszystkich Polaków,
- całkowitym pozbawieniem Polaków prawa do posiadania ostrych przedmiotów,
- całkowitym zamknięciem wszystkich polaków w monitorowanych pokojach bez klamek
...jest odpowiedzialny za majątki przegnane w kasynach, samookaleczenia i samobójstwa ???

Oczywiście, że nie !

Opowiadający się za wolnością wychodzenia ludzi z domów wcale nie mają "krwi na rękach" tych których zginęli np. potrąceni przez samochód. To oczywisty absurd i demagogia korporacyjna !

Pojawia się jednak wątpliwość czy Polacy jednak naprawdę będą potrafili odpowiednio poradzić sobie ze swoją wolnością (np. wybierając prawnika czy projektanta domu) - nie znając się na tych dziedzinach ?

Oczywiście, że tak - i są na to tysiące przykładów wolnych rynków na których Polacy doskonale sobie radzą (pomimo braku specjalistycznej wiedzy) !

Przykład pierwszy z brzegu - naprawa samochodów.

Nie mówię tu tylko o Paniach które nie wiedzą jak otworzyć maskę samochodu, ale też o Panach którzy może i wiedzą jak otworzyć maskę, ale już nie wiedzą jak zdjąć pokrywę silnika i podłączyć się do komputera.
Nie da się ukryć, że o naprawie nowoczesnego (skomputeryzowanego) samochodu zwykły człowiek nie wie kompletnie nic.
I jakoś zarówno te Panie jak i Ci Panowie - potrafią wybrać odpowiedniego mechanika.
Kto nie chce ryzykować i ma większe pieniądze - jedzie do Autoryzowanej Stacji Obsługi.
Kto chce trochę zaoszczędzić, ale jednocześnie liczy się z ryzykiem trafienia na "partacza" - korzysta z mechanika "niezależnego".
Ryzyka pomyłki nie ma (a przynajmniej ja nie słyszałem o takim przypadku, że ktoś skorzystał z niezależnego mechanika, myśląc, że naprawa samochód w Autoryzowanej Stacji Obsługi).

Przykład drugi z brzegu - prywatne leczenie.

Pomimo przysłowia, że każdy Polak zna się na "piłce nożnej i medycynie" to jednak tak nie jest i całkiem sporo osób się gdzieś leczy.
Ci którzy leczą się prywatnie mają do wyboru zarówno lekarzy jak i wszelkiej maści "uzdrowicieli".
Jakoś każdy potrafi wybrać odpowiednią prywatną usługę medyczną dla siebie (i nikt nie narzeka).
Nie ma też pomyłek (a przynajmniej ja nie słyszałem o takim przypadku, że ktoś skorzystał z "uzdrowiciela" myśląc, że to lekarz).

Dokładnie tak będzie z ewentualnie uwolnionymi zawodami regulowanymi.
Kto nie będzie chciał ryzykować - skorzysta z usług Adwokata czy Architekta.
Kto jednak będzie chciał zaoszczędzić, ale jednocześnie przyjmując na siebie ryzyko - będzie mógł na własny koszt i odpowiedzialność skorzystać z nie-Adwokata i nie-Architekta.

Dlaczego też miałoby być nagle jakieś ryzyko "pomyłek". Na tysiącach wolnych rynków do żadnych pomyłek nie dochodzi, a nagle na tych "wyjątkowych" rynkach do pomyłek miałoby masowo dochodzić ???

wtorek, 2 października 2012

O co chodzi z tym "brakiem prawa do kosztów procesu"

We wpisie "O argumentach adwokatury (część 3)" http://deregulacja.blogspot.com/2012/09/o-argumentach-adwokatury-czesc-3.html poruszyłem kwestię ewidentnej niekonstytucyjności zapisów dotyczących zwrotu kosztów ustanowienia pełnomocnika - zwracanych wyłącznie w przypadku korzystaniaundefinedz usług Adwokata lub Radcy Prawnego. Zostałem poproszony o przybliżenie tej kwestii.

Sprawa ta jest (w mojej ocenie) bardzo prosta i oczywista.

Zgodnie z elementarną zasadą każdego procesu, strona przegrywająca jest zobowiązana zwrócić stronie  wygranej poniesione przez nią koszty procesu. Roszczenie to ma charakter "odszkodowawczy" i stanowi swoiste naprawienie szkody wyrządzonej niesłusznie wywołanym procesem.

Jednocześnie Kodeks Postępowania Cywilnego dopuszcza kilka kategorii pełnomocników:
- współuczestnik sporu,
- członek rodziny,
- osoba pozostająca w stałym stosunku zlecenia,
- pracownik,
- Adwokat lub Radca (itp.).

Co niemal oczywiste - ustanowienie KAŻDEGO pełnomocnika kosztuje. Nawet jeśli babcia wysyła do sądu wnuczka - to mu za to najprawdopodobniej zapłaci.
Tymczasem odszkodowanie rekompensujące koszty pełnomocnika należy się TYLKO w przypadku korzystania z usług Adwokata lub Radcy.
To stwarza oczywistą nierówność i wręcz ZACHĘCA do występowania w sądzie samemu !
Najbardziej jaskrawy jest przykład "Radcy Prawnego - pracownika" oraz "innego pracownika". Wedle zupełnie niepojętej logiki sprzecznej z elementarną zasadą równości - zwrot kosztów pełnomocnika w przypadku wygranego procesu otrzyma pracodawca tylko pracodawca który wyśle do sądu Radcę. Dlaczego ? Nie wiadomo.